Znowu napisałam i skasowałam.

Potrzebuję wolnego, wakacji.

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić poniżej swoje hasło:


Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić poniżej swoje hasło:


Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić poniżej swoje hasło:


(napisane 18.08.2009r)
19.06.2009r. – data która zaczęła po raz kolejny coś lepszego. Ten lpszy czas, na który czeka się zawsze tak długo. W tym roku właściwie – niewyobażalnie długo. Odliczanie czasem doprowadzało do szału, ale z każdym dniem było coraz łatwiej, coraz bliżej. No, i w końcu nadeszły wakacje. Jedyne takie, ostatnie kiedy jestem niepełnoletnia. Mam nadzieję – najlepsze w moim życiu. Jeszcze tego nie wiem. Nie skończyły się na szczęście, jeszcze dużo przede mną.
Jak co roku, było obiecywanie, że nie zmarnuję ani jednego dnia, że to, że tamto, a wyszło jak zawsze. Opieprzanie się równo w domu, spanie do dwunastej i siedzenie non stop przed komputerem. Ale jest dobrze, tak powinno być. Pierwszy raz w życiu zrobiłam coś takiego jak ponad miesiąc temu. Wyjazd do Gdyni zorganizowany w zalediwe kilka dni. Mama do dziś myśli, że byłam u koleżanki na kilka nocy, a nie na drugim końcu wybrzeża, w miejscu gdzie nie znałam nikogo prócz osób z którmi pojechałam. Codzienne siedzenie na plaży, poznawanie ludzi, palenie, picie razem. Czego można chcieć? Heineken Opener Festival trwał, a my dalej, razem siedzieliśmy i na nic nie czekaliśmy. W takich momentach chce się żeby czas się zatrzymał. Ale, cholera, biegnie dalej, i nic na to nie poradzimy, możemy tylko zapamiętać i powracać do tych chwili kiedy zechcemy.
Jakby spytać się ludzi, co jest dla nich najważniejsze. Zazwyczaj odpowiadają: rodzina, zdrowie, pieniądze. A dla mnie? Owszem, to wszystko, ale chyba najbardziej wspomnienia. Bo to jest moje, tylko moje, i nikt nie może zajrzeć mi do głowy, zobaczyć do czego powracam. Tak bardzo chciałabym, żeby to nie uciekało. Chciałabym, żeby ciągle było coś, do czego mogę wrócić i mimowolnie się uśmiechnąć widząc naszą trójkę bawiącą się o czwartej nad ranem, na prawie pustej plaży.
Trzeba mieć do czego wracać. To pomaga. Ale trzeba też mieć do kogo wracać. Codziennie, co miesiąc, nawet co roku. Jest dla czego żyć. Dla kogo. Choćby po to, żeby ten raz w roku, na dwa tygodnie, czternaście dni się spotkać i być razem, żeby później znów móc czekać do “za rok”. Uwielbiam to uczucie, kiedy widzę ludzi po roku. Niby inni, ale i tak ci sami. Uwielbiam rozmawiać i słuchać. Co roku śpiewać: “Żegnam Was, już wiem, nie załatwię wszystkich pilnych spraw, jeszcze raz żegnam Was, za rok spotkamy się” i nie móc nie płakać. Uwielbiam śpiewać: “Dużo bym dał, by przeżyć to znów, wehikuł czasu – to byłby cud”. Bo wiem, że za rok, w tym samym dniu, w tym samym miejscu znowu będziemy razem siedzieć i śpiewać, że zobaczymy się. Może dla innych to nie jest to samo co dla mnie, ale nie wiem co bym robiła gdybym Ich nie znała. I tęskniła co roku tylko za Nimi, bardziej niż za własnym domem co tydzień, kiedy czeka na mnie inne życie, z innymi ludźmi,  w innym mieście, w innym świecie.
(napisane dziś, 30.08.2009r)
Tak, wakacje się kończą, nie da się ukryć. Mówią, że to co dobre kończy się najszybciej. Ale będą kolejne, mam nadzieję – jeszcze lepsze niż te, albo chociaż takie same, bo te będę wspominać często. Mam nadzieję że wystarczy mi wspomnień na cały rok.

Wiedziałam, że znów będę coś miała do napisania, nie tylko na papierze.